Jan Garncarek

lampiarstwo

Jacek Garncarek

Nawet jeśli kupujemy jakieś maszyny, szukamy powojennych, produkowanych w taki solidny sposób, one są jakościowo dużo lepsze niż to, co się obecnie produkuje i sprzedaje. Staramy się przywracać do życia takie maszyny, bo one posłużą dużo dłużej niż współczesny sprzęt.

Pomiędzy wzornictwem a rzeźbą


Autorka: Olga Gitkiewicz


Jeszcze niedawno pracownia Jana Garncarka mieściła się w jego rodzinnym domu na warszawskich Bielanach, w szopie, chociaż właściwie lepszym określeniem byłoby „nie mieściła się”. Produkcja była w całym domu, w kuchni i w salonie. Od roku Garncarek i jego partnerka Ewelina Mąkosa działają w pofabrycznej hali w kompleksie żyrardowskiego Bielnika.

– Szukaliśmy miejsca na pracownię, fajnego, klimatycznego, i okazało się, że takie jest tutaj, w Żyrardowie – mówi Jan Garncarek, oprowadzając po przestronnym wnętrzu. – Przestrzenie są fantastyczne, ale obiekt wymaga dużo pracy. Ostatnio zrobiliśmy renowację całej elektryki, jeszcze nie wszystkie detale są gotowe. Chcemy zostawić te ściany, tę oryginalną tkankę i przełamać to nowoczesnym wzornictwem.

Kiedyś była tu farbiarnia, a dziś surowe ściany i beton. Na podłodze i na stołach poukładane mosiężne elementy lamp, niektóre bardziej przypominają części instrumentów perkusyjnych niż oświetlenia.

– Są wyrabiane w podobny sposób, to formy ręcznie wyoblane za pomocą… Pokażę tę maszynę. – Garncarek zaprasza dalej, do części warsztatowej. – Nazywa się drykierka, trzeba się do niej przypiąć pasem, tutaj kładzie się krążek stalowy… potem wyoblakiem przy obrotach nakłada się stal, czy w naszym przypadku mosiądz, na formę, i ona się odkształca.

Domowa biżuteria

Kierunkowym wykształceniem Jana Garncarka było wzornictwo przemysłowe na warszawskiej Akademi Sztuk Pięknych.

– Czyli we wzornictwie co do zasady oszczędzamy materiał, staramy się budować prościej, z przeznaczeniem do produkcji masowej. A lampy dają przestrzeń, żeby się wyszaleć, zrobić coś nietypowego, użyć elementów, które nie mają uzasadnienia czysto w swojej funkcji – tłumaczy swoją zawodową ewolucję. – Są taką biżuterią domową, gdzie możemy troszeczkę pobawić się formą, żeby ona stwarzała pewien nastrój we wnętrzu.


Pomiędzy wzornictwem a rzeźbą


Warsztat-pracownia Jana Garncarka słynie z lamp, jednak w planach jest również seria mebli. Artysta ma już na koncie projekty stołów wzbogaconych o mosiężne i betonowe elementy. Ewelina Mąkosa maluje parawan – niedawno sprzedała jeden w PIASIE, paryskim domu aukcyjnym.

– Dwukrotnie przebiliśmy estymację, to był duży sukces i satysfakcja – przyznaje, sięgając pędzlem po farbę w intensywnym szmaragdowym kolorze.

Pod oknem stoi lampa zamknięta w kamieniu. Fakturą i sylwetką bardziej przypomina rzeźbę.

– My działamy właśnie pomiędzy wzornictwem a rzeźbą – tłumaczy Garncarek. – Po studiach, po doświadczeniu pracy w biurze projektowym postanowiliśmy robić coś samodzielnie. Zaprojektowaliśmy lampę i pokazaliśmy ją w kilku galeriach w Berlinie, pojawiło się zainteresowanie, zrobiliśmy kolejną, po roku, dzięki mediom społecznościowym, zaczęły się odzywać galerie z Paryża, z Miami, Nowego Jorku, Los Angeles.

Dziś Jan Garncarek współpracuje z renomowaną galerią, która ma swoje showroomy, promuje projektantów i zdobywa klientów. Projektuje też na indywidualne zamówienie: właśnie pracuje nad kolekcją dziesięciu lamp do apartamentu przy Hożej w Warszawie.

– Nasi klienci to przeważnie kolekcjonerzy, ludzie, którzy szukają unikatowych rzeczy, bo nasze obiekty są produkowane w kilku egzemplarzach, mają numer seryjny, certyfikat, ich wartość rynkowa z czasem rośnie.


Charakter mosiądzu


Praca z materiałem, z którego powstają lampy, to robota precyzyjna, bardzo często w rękawiczkach – mosiądz wystarczy dotknąć delikatnie palcem, żeby się odbarwił.

– To efekt pożądany przez klientów, widać, że to prawdziwy mosiądz, który pracuje, ma taki charakter, że ulega spatynieniu. To jest atrakcyjne wizualnie, ale oczywiście lampy wysyłamy w nieskazitelnej formie, wypolerowane. Każdy element może mieć minimalne różnice wynikające właśnie z tej pracy ręcznej, nie boimy się tego, to jest praca rzemieślnicza, która dodatkowo uszlachetnia wzornictwo.

W projektowaniu tak misternych obiektów podstawą jest właśnie praca ręczna.

– Każda najmniejsza śrubka jest zaprojektowana, staramy się unikać podzespołów, więc proces projektowy jest tutaj kluczowy, potem wykonanie. Jeśli sami czegoś nie robimy, niektóre elementy zamawiamy u rzemieślników, w zakładach ślusarskich, które mogą je wykonać ręcznie.


Moc przedmiotów


Ułożone na stole montażowym geometryczne elementy wyglądają jak części tajemniczej układanki. Pod sufitem wisi jedna z lamp, na mosiężnych prętach można dostrzec delikatne, nieregularne zagłębienia. Uwagę zwraca też przewód w tekstylnym oplocie.

– Używamy naturalnych materiałów, to jest właśnie moc tych przedmiotów, że unikamy całkowicie tworzyw czy żywic, wszystko zgodnie z dawną sztuką rzemiosła, nie mówiąc już o ekologii. Tak samo wypełnienie, którego używamy, kiedy wysyłamy produkty, to jedyna gąbka na rynku, którą można przetwarzać i używać wielokrotnie jako surowca – wylicza Garncarek. – Chcemy generować jak najmniej zbędnych odpadów. Nawet jeśli kupujemy jakieś maszyny, szukamy powojennych, produkowanych w taki solidny sposób, one są jakościowo dużo lepsze niż to, co się obecnie produkuje i sprzedaje. Staramy się przywracać do życia takie maszyny, bo one posłużą dużo dłużej niż współczesny sprzęt. Podobnie jak ta szafa. – Jan Garncarek podchodzi do masywnego drewnianego mebla z szerokimi szufladami, którą udało się uratować z żyrardowskiej Stelli.

– Była przeznaczona do utylizacji, leżała z jakimiś odpadami, odkupiliśmy ją od właściciela i tutaj przytargaliśmy. Pasuje, jest w klimacie. Był pomysł, żeby zrobić jej pełną renowację, ale w tym stanie ona ma więcej uroku, pokazuje historię – opowiada artysta. – Numeracja każdej z szuflad i zamknięć u góry była zmieniana, pod tymi blaszkami są jeszcze ręcznie malowane, podoba mi się życie tych obiektów, nie chcę tego zacierać. Cieszymy się, że możemy uratować jakieś oryginalne elementy z Żyrardowa i dać im drugie życie.  

***

Jan Garncarek Design
pracownia: Dittricha 20, 96-300 Żyrardów
www.jangarncarek.com

zobacz na mapie rzemiosła

Jan Garncarek, fot. Paweł Świątek