To właśnie od opowieści o jedzeniu – prostym, surowym, ale pełnym znaczeń – zaczęła się nasza wyjątkowa podróż w czasie podczas wykładu „Co jadano w dawnym Żyrardowie?”, który odbył się 11 lipca br. Wydarzenie stanowi pierwszy element naszego projektu „Między kuchnią fabrykanta a stołówką robotniczą: żyrardowska kuchnia w nowoczesnej odsłonie”, który Fundacja Instytut Imagistyki Społecznej (obecnie w trakcie zmiany nazwy na Fundacja Dobrego Rzemiosła) realizuje dzięki wsparciu Miasta Żyrardowa.
Wykład poprowadziła niezrównana Barbara Rzeczycka – etnografka i badaczka Żyrardowa, która z czułością, humorem i znawstwem opowiedziała o codzienności mieszkańców dawnej osady fabrycznej. Jej opowieść nie była tylko „o jedzeniu”. To była historia miasta i jego pierwszych mieszkańców. A Żyrardów od początku był tyglem narodów – obok Polaków mieszkali tu Niemcy, Czesi, Żydzi, Rosjanie, Szwajcarzy, a nawet Szkoci i Włosi. Kultury przenikały się ze sobą – wspólnie pracowano, handlowano, a czasem także tworzono rodziny. Świat wszystkich kręcił się wokół fabryki lnu, a dźwięk fabrycznej świstawki wyznaczał jego rytm.
Kuchnia robotnicza była kuchnią skromną, ale zarazem sprytną i solidną. Królowały ziemniaki, kapusta, zacierki, żur. Mięso jadano tylko od święta. Często gotowano jedno danie na kilka dni – zupę jadano na obiad, ale też i na śniadanie.
– Bardzo ważną rolę odgrywały przydomowe ogródki – tu rosła lebioda, szczaw, cebula czy marchew. W drewnianych komórkach hodowano króliki i kury. A że mieszkania robotników były maleńkie, a kuchnie nie miały pieców, pieczywo kupowano w sobotę na targu, a ciasta pieczono… w piekarni. – mówiła Barbara Rzeczycka.
W sobotę szło się na plac targowy (dziś plac Jana Pawła II). Tu można było dostać wszystko, „czego dusza zapragnie” – od chałek po okowitę z lokalnej gorzelni. Później – na jednego (albo dwa), smażono kaszankę, odwiedzano sąsiadów. To był "świat po wypłacie". Podwórka, karczma, łąki pełne były rozmów, zabawy i muzyki. Jak pisał Hulka-Laskowski, cytowany podczas wykładu: „Wódka rozwiązywała języki i wspomnieniom o dawnych czasach nie było końca”.
Dla kontrastu – kuchnia fabrykancka wyglądała jak z innej, lepszej bajki. Rosół z kury, zupa cytrynowa, zrazy, sztuka mięsa, desery, owoce z Drezna, wina z Francji, Węgier. Posiłki podawano w pięknej porcelanie, a dania przyjeżdżały z kuchni windą z piwnicy prosto na stół w pałacyku Diettricha. Z zagranicy sprowadzano sery, brzoskwinie i ananasy w puszce. Jedzenie niosło ze sobą opowieść – o statusie, wyrafinowaniu.
Choć Barbara Rzeczycka zastrzegała, że „nie idealizuje fabrykantów”, to przyznała, że na tle Łodzi Żyrardów był wyjątkowy. Pracownicy i ich rodziny otrzymywali mieszkania, opiekę zdrowotną, dostęp do szpitala, szkoły. A w ochronce dla dzieci (zbudowanej przez Diettricha) maluchy na Wigilię dostawały prezent – kawałek strucli, pomarańczę, może materiał na sukienkę.
Ciekawość wzbudziła informacja o jadanym kiedyś w mieście, a dziś już zupełnie zapomnianym minogu. Pomysłodawczyni i realizatorka całego projektu – Beata Kwiatkowska sięgnęła po fragment książki Pawła Hulki-Laskowskiego, w którym o dawnym Żyrardowie pisano tak:
„Wieś Polska była głodna zawsze, a po uwłaszczeniu chłopów stała się jeszcze głodniejsza. Chłop żywił się przeważnie kartoflami i kaszą, chleba nigdy nie było dość, a mięso widywali wieśniacy trzy, cztery razy do roku – i to w dawkach homeopatycznych. (…) Dlatego ci, którzy przybyli do Żyrardowa, nie mogli się nachwalić rozkoszy nowego życia. (…) Na rynku w sobotę i niedzielę można było dostać wszystkiego, czego dusza zapragnie: chleb, bułki i chała tworzyły kopce. (…) Podczas wielkiego postu i adwentu sprzedawano na rynku minogi po 3 grosze sztuka lub para za 5.”
Spacer dopisał zakończenie – dzień po wykładzie, w sobotę 12 lipca, odbył się spacer „Życie na co dzień i od święta w dawnym Żyrardowie”. Barbara Rzeczycka oprowadziła uczestniczki i uczestników po miejscach, o których mówiła podczas wykładu – można było przenieść się w czasie i zobaczyć mijane na co dzień ulice zupełnie inaczej, jako sceny z codziennego życia robotników i fabrykantów.
Chcemy, żeby historia Żyrardowa była żywa. Żeby lokalne dziedzictwo kulinarne – zarówno to robotnicze, jak i fabrykanckie – mogło zainspirować nas dziś. Projekt „Między kuchnią fabrykanta a stołówką robotniczą” to nie tylko wykłady i spacery. To także konkurs kulinarny, współpraca z lokalnymi restauracjami, kawiarniami i cukierniami, a już niebawem – wirtualny szlak kulinarny na stronie rzemioslozyrardow.pl.
Masz przepis babci, mamy? Znasz historię ze starej kuchni? Odezwij się!
Stwórz z nami żyrardowski, turystyczny szlak kulinarny.
Dziękujemy uczestniczkom i uczestnikom wykładu i spaceru. Zapraszamy już dziś na kolejne. Obserwujcie nasza stronę i profil na Facebooku.